ks. Wojciech Koladyński

O ile już zdecydujemy się na piesze pielgrzymowanie do Myśliborza o tyle kolejną decyzją, którą musimy podjąć, jest wybór grupy. Poniżej znajdziecie kilka „słów” księdza Wojciecha Koladyńskiego – najmłodszego ojca przewodnika naszej pielgrzymki, które (miejmy nadzieję) zachęcą Was do uczestnictwa na pielgrzymim szlaku! On sam jest związany z ,,Myśliborską” od 2016 roku, pochodzi z malowniczego Nowogardu (60 km od Szczecina). Jest to Mówca Znakomity, miłośnik polskiej muzyki i badacz popkultury, który „garść bieli” pod gardłem jako duchowny nosi od 2014 r.  Dlaczego warto iść w grupie „czerwonej”? dlaczego z Ojcem Wojciechem? Jak sam mówi: „nie ze względu na mnie, ale na bł. ks. Michała! Ja sam z nim pielgrzymuję i w zasadzie to On prowadzi tę grupę! Trochę zaczęliśmy się przyjaźnić, więc jestem pewien, że jego przyjaciele są też przyjaciółmi tych wszystkich, którzy pielgrzymują razem ze mną!”

bł. Michał Sopoćko

Kim więc jest bł. ks. Michał?  To osoba, która z Bożym Miłosierdziem miała „trochę” kłopotu – nie tyle z samym, osobistym przyjęciem, ale z tym, by orędzie i misja mogły się objawiać coraz to większej grupie osób. Jeżeli ktoś ma nam pomóc dobrze nieść pielgrzymi trud – to właśnie bł. Michał, bo on wie co to znaczy, kiedy sprawy w życiu „nie idą” albo „nie mogą pójść”, kiedy są jakieś trudy, opory, kiedy jest „pod górkę”… Uro­dził się 1 listopada 1888 roku na Juszewszczyźnie, natomiast święcenia kapłańskie otrzymał  26 lat później. Był duszpasterzem parafial­nym, katechetą, pedagogiem, wykładowcą na Uniwersytecie i w Seminarium, ojcem duchow­nym alumnów, księży i sióstr zakonnych, ka­pelanem wojskowym, działa­czem trzeźwościowym oraz budow­niczym kościołów. Bez wątpienia przysługuje mu – obok św. Faustyny Kowalskiej – zaszczytny tytuł Apostoła Miłosierdzia Bożego. Jako jej spowiednik i kierownik duchowy z czasów wileńskich, zainspirowany Jej objawieniami, oddał się całkowicie szerzeniu prawdy i kultu Miłosierdzia Bożego. Opublikował szereg dzieł o Miłosierdziu Bożym, zabiegał o ustanowienie święta, przyczynił się do namalowania pierwszego obrazu Jezusa Najmiłosierniejszego Zbawiciela i współtworzył Zgromadzenie Zakonne Sióstr Jezusa Miłosiernego. Zmarł 15. lutego 1975 r. w Białymstoku. Jego uroczysta beatyfikacja odbyła się 28 września 2008 roku w Białymstoku (w sanktuarium Miłosierdzia Bożego, gdzie też spoczywają doczesne szczątki Błogosławionego).

Choć dla niektórych pielgrzymi szlak nie jest wielkim wysiłkiem fizycznym, to jednak serce stanowi inną sferę i jeśli przyjrzymy się wnętrzu… To tu ciężar może być już odczuwalny… Z perspektywy naszego ojca przewodnika: „Pielgrzymki mają bowiem to do siebie, że często niesiemy sporo intencji, a Pan Bóg zazwyczaj przyznając się do nich, trochę nas próbuje.  I tu przykład:  bł. ks. Michał miał tę ogromną ufność w Boże Miłosierdzie, które stało się jego siłą. Jeśli więc ktoś ma nam pomóc spotkać miłosierdzie w naszych trudach i kłopotach, to jest to właśnie On!” Dla każdego, kto jeszcze nie odważył się na trzydniową trasę ze Szczecina do Myśliborza, warto wspomnieć, że pierwsze „przewodniczenie” grupie pielgrzymkowej przez ojca Wojciecha, było zarazem Jego pierwszym zetknięciem z Myśliborską. Wyruszył w drogę choć miał wrażenie, że nikt na nią nie chce iść… Pielgrzymka miała być dla Niego jednym z owoców Światowych Dni Młodzieży, a okazała się sposobnością do autentycznego przeżywania swego kapłaństwa i wołania o miłosierdzie: „Dziś, z perspektywy prawie roku, jestem zachwycony klimatem, zachwycony intensywnością, zachwycony tym, że miłosierdzie faktycznie daje się poznawać! Zauroczony jestem zarówno trasą jak i ludźmi! Każdego dnia czułem się bardzo mocno wspierany przez pątników, dzięki czemu nie odczuwałem wewnętrznego, paraliżującego spięcia, które towarzyszyło mi podczas mojej pierwszej, dłuższej pieszej pielgrzymki. Ta życzliwość i pomoc – ona mi dodaje skrzydeł, a przy tym mogę wędrować jako pielgrzym. To przede wszystkim jest moja pierwsza misja: bycie pielgrzymem”.

,,Kiedy w Kościele słyszę o Bożym Miłosierdziu, to czuję ogromną tęsknotę, coś w czym bardzo chciałbym się zanurzyć – to bardzo intymne doświadczenie znaczące tyle co „nie chcieć nic więcej”. To jest tego rodzaju tęsknota, jaką się ma za tym, by było prosto i bezpiecznie… Gdy słyszę o Bożym Miłosierdziu to zdaję sobie sprawę po raz kolejny z tego, że mimo moich różnych zdrad i nielojalności (w przeżywaniu mojego katolicyzmu, w przeżywaniu kapłaństwa) Pan Bóg chce sobie z tym radzić i ciągle we mnie wierzy! To „Jezu ufam Tobie” jest tutaj wartościowane w drugą stronę – kiedy słyszę o Bożym Miłosierdziu to słyszę, że mój Bóg we mnie wierzy i mi ufa! To jest zupełnie szalone i trudno jest to ogarnąć w sercu, bo ja sam w siebie czasem nie wierzę, a mój Bóg we mnie wierzy! To jest też wielki zaszczyt i w tym przejawia się też ta ufność, którą Pan Bóg w nas pokłada: On nie tylko wierzy w nas, że się podniesiemy z naszych grzechów, ale On wierzy w naszą misję, że będziemy w stanie coś zrobić. Piotr, który się zaparł Jezusa, Maria Magdalena z której wyrzucił siedem złych duchów (a niektórzy jeszcze o niej bardzo źle myślą) i Paweł apostoł, zbój jakich mało.. zupełnie nie zrażając się swoją historią życia, wiedzą to, że Jezus w nich wierzy, więc idą i głoszą!”

„Po roku miłosierdzia widzę, że trzeba nam jeszcze bardziej szerzyć Miłosierdzie Boże. Napatrzyliśmy się na to Boże Miłosierdzie, nawdychaliśmy się go, nagadaliśmy się o nim, a teraz trzeba nam iść i działać! Trzeba te miłosierdzie nieść dalej w konkretnych czynach, w zaangażowaniu względem tych, którzy źle się mają, względem tych, którzy są mali! Wielu jest tych, którym nikt miłosierdzia nigdy nie dał poczuć, którym nikt nie przyniósł przebaczenia. Nikt im nigdy nie przyniósł ukojenia zszarganych nerwów, nikt im łez nie otarł, a skoro wołam o Boże Miłosierdzie, to też idę je głosić! Niewiasty idą, podejmują decyzję o głoszeniu zmartwychwstania, chociaż nie spotkały jeszcze Zmartwychwstałego i kiedy podejmują tę decyzję, to właśnie wtedy spotykają Zmartwychwstałego. Warto jest zaryzykować i podjąć tę decyzję o wyjściu, o głoszeniu, o robieniu miłosierdzia. Idę być świadkiem Bożego Miłosierdzia, bo wtedy jest okazja, że faktycznie miłosierdzie sam też spotkam”.

Jak ojciec Wojciech sam wspomina – pojawił się wśród nas w 2016 roku, za zasługą samego Pana Boga, a teraz ten jego (daj Panie Boże) drugi i każdy kolejny udział jest konsekwencją – nie tego, że „ktoś” czeka na to, by był przewodnikiem, ale ze względu na potrzebę serca: „sam mam ochotę iść, niezależnie od tego czy będę przewodnikiem, czy nie. Po prostu chce iść na ten szlak, żeby pielgrzymować do Myśliborza, do Bożego Miłosierdzia, które się tam wylewa”. I tego pragnienia spotkania z Miłosiernym, darzącym łaskami, wszystkim wam życzymy! Życzymy wam tego „zachwytu” naszą wspólną drogą i niech ojciec lęku, ale i wszelkiego zniechęcenia, nie odbiera wam możliwości przeżycia tych rekolekcji!

Odwagi! Grupa bł. ks. Michała czeka na Was!